Najczęściej występuję w tematach Świadomego Rodzicielstwa, dziś jednak w Pytanie na śniadanie opowiedziałam historie z naszego podróżniczego życia.![]()
Sytuacja miała miejsce w kwietniu 2018 roku podczas naszej ośmiomiesięcznej podróży po Azji Poludniowo-Wschodniej. Wracaliśmy z wysp w Tajlandii i w trakcie podróży na małej tajskiej łódeczce, takiej typowej drewnianej łupince na środku morza złapała nas burza. Nie było możliwości powrotu. Fale były tak duże, że łódka wspinała się na nie i zaraz z nich spadała, a do środka nalewała się woda. Nasze rzeczy pływały po podłodze z jednej strony na drugą. Tajowie walczyli o utrzymanie łodzi na wodzie, a ja byłam cała w panice. Nie było możliwości powrotu bo, fale natychmiast przewrociłyby łódkę.
Na łódce było z nami małżeństwo z Niemiec. Peter siedział obok mnie i mojej córki, a jego żona przed nami, obok mojego męża i syna. Ja i dzieci mieliśmy od początku na sobie kamizelki, a mój mąż, Peter i jego żona nie.
Tak bardzo bałam się o życie, że w pewnym momencie krzyknęłam do Petera, który siedział obok:
- Are you a lucky person?
- A on odkrzyknął: Yes I am!
I nagle zaczęliśmy krzyczeć do siebie nasze historie życia z momentów krytycznych.
Lało, wiało, łódką rzucało, a my opowiadaliśmy sobie, co nas w życiu spotkało. Peter właśnie opowiadał jak poznał swoja żonę, że ona jest żołnierzem i była trzy razy na misji w Afganistanie.
I nagle ona się odwraca i prosi o life jacket. A ja w tym momencie mówię: Peter, to koniec, zginiemy!
Więcej w Pytanie na śniadanie: https://pytanienasniadanie.tvp.pl/87929628/przezyli-pieklo-w-raju-ekstremalne-wakacje-pelne-zywiolow

